Piątkowe spotkanie z FC Toruń obfitowało nie tylko w bramki, ale także i skrajne emocje. Piłkarze Sopura i Stanisławskiego wywołali u nas tak wiele skrajnych emocji, że chyba żaden kibic nie narzekał na nudne spotkanie.  

Mecz z Toruniem rozpoczął się małym falstartem, wszystko za sprawą zegara, który nie do końca chciał z nami współpracować. Gdy problem techniczny został zażegnany rozpętało się prawdziwe piekło. Kibice Gatty oraz Torunia dali niesamowity doping. W pierwszych minutach Toruń lepiej potrafił wykorzystać swoje szanse. Z większą łatwością dochodzili do sytuacji strzeleckich. Całe szczęście Dariusz Słowiński zażegnał słabszą formę sprzed tygodnia i ratował swój zespół z opresji. Nasi zawodnicy nie przestraszyli się tym stanem rzeczy. Brali na siebie ciężar gry. Przyjezdni byli bardzo mocni w ataku pozycyjnym. Dlatego częstym widokiem było podwojenie krycia z naszej strony. Tak naprawdę nikt nie potrafił sobie kogoś podporządkować. Każda z drużyn miała wiele do powiedzenia. Piłkarska jakość aż kipiała. Wiele ofensywnych rozwiązań gości było kierowanych poprzez indywidualne umiejętności Kriezela i nowego zawodnika, Matusza Cymana. Po wymianie ciosów Gatta seryjnie obijała bramkę Neagu. Mariusz Milewski trzykrotnie próbował przełamać bramkarza, jednak ten wychodził obronną ręką. Później próbował Sobalczyk wraz z Pautiakiem, jednak niecelnie. Dalsze próby innych zawodników, były równie bezowocne. Po obławie z naszej strony powróciliśmy do wymiany ciosów. Na półmetku pierwszej połowy Łukasz Żebrowski poprosił o czas, żeby skorygować taktykę do końca pierwszej części. Informacje przekazane przez trenera gości okazały się pomocne. FC Toruń w 14. minucie meczu rozpoczął ataki, które były bardzo kąśliwe. Najpierw jeden z zawodników trafił w słupek, a później swojego szczęścia próbował Spychalski. Długo nie musieliśmy czekać na odpowiedź naszych zawodników. Olczak próbował szarży przez pół boiska. Atak niby zakończył się fiaskiem, jednak Igor Sobalczyk przychwycił straconą piłkę i próbował wepchnąć ją do bramki. Mimo determinacji, akcja zakończyła się  bez pozytywnego skutku. Kilka sekund później sędzia odgwizdał przewinienie jednego z zawodników FC Toruń w polu karnym. Konsekwencją był rzut karny. Michał Szymczak, który wielokrotnie wykonywał rzuty karne pod presją i tym razem się nie pomylił. W 16. minucie Gatta prowadziła 1-0. Po stracie gola, FC Toruń kolejny raz nękał naszą defensywę. Lekko cofnięte Kocury czekały na swoje szanse, choć piłka pod koniec pierwszej połowy nie była często pod ich nogami. Do ostatnich sekund zespół Łukasza Żebrowskiego wierzył w to, że uda im się chociaż zremisować pierwszą połowę. Nasza defensywa pozostała w skupieniu i nie przepuściła żadnej piłki. Do przerwy wynik na tablicy świetlnej wskazywał 1:0 dla gospodarzy

Druga połowa rozpoczęła się od serii naszych ataków. Torunianie musieli poczekać na swoje szanse. Pierwsze zakusy zawodników w pomarańczowych koszulkach kończyły się na defensywie, bo Maksym Pautiak swoim zaangażowaniem pokazywał kto dziś rządzi i dzieli w obronie Gatty. Chwilę później wynik został podwyższony. W 22. minucie Daniel Krawczyk popisał się strzałem, który dał dwubramkowe prowadzenie naszemu zespołowi. Mikołajewicz i spółka mieli twardy orzech do zgryzienia. W przeciągu niespełna 18. minut musieli wziąć się ostro do pracy, żeby osiągnąć pozytywny rezultat po końcowym gwizdku. Torunianie próbowali, uderzali do skutku. W 25. minucie Mateusz Cyman sprytnym uderzeniem pokonał Słowińskiego. Bramka kontaktowa dała wiatr w żagle przyjezdnym. Ich ataki pozycyjne były bardzo groźne, a piłka po jednym ze strzałów Mikołajewicza wylądowała na spojeniu! Żeby jeszcze bardziej zamknąć naszą drużynę FC Toruń próbował czasami ataków wraz z Nicolae Neagu. Nasze kontry stwarzały większe zagrożenie niż atak pozycyjny. Marciniak we współpracy z Krawczykiem mieli dogodną okazję wstrzelić piłkę. To się nie udało. Nic straconego. Niespełna minutę później Maksym Pautiak posłał piłkę po dłuższym słupku. Totalnie zmylił bramkarza swoim uderzeniem i piłka wylądowała w siatce. Na 10. minut przed końcem nasza drużyna wykorzystała limit fauli. Od tej pory nasze ataki w stronę FC Toruń były bardzo znikome. Przyjezdni próbowali cały czas złapać kolejny raz kontaktową bramkę. W 35. minucie Wojciech Sopur poprosił o czas dla swojej drużyny. Z pewnością oprócz przekazania myśli taktycznej zawodnicy mogli chwilę odetchnąć. 4. minuty do końca i mieliśmy wielką nerwówkę. FC Tourń wprowadził lotnego bramkarza i chwilę później strzelił bramkę na 3:2. Nie musieliśmy czekać długo, żeby przyjezdni wyrównali wynik spotkania. Mikołajewcz wcisnął piłkę z najbliższej odległości do pustej bramki. Widowisko w końcówce nabrało niezwykle wysokiego tempa. Raz próbował Toruń, a raz Gatta. Każdy z zawodników przebywających na parkiecie mógł wyprowadzić swój zespół na prowadzenie. Na nasze szczęście to Daniel Krawczyk rozstrzygnął losy spotkania. Indywidualnym popisem umiejętności dał nam wielką ulgę. Cała hala skandowała jego nazwisko! To było coś niesamowitego. FC Toruń próbował zagrać jeszcze raz z lotnym bramkarzem i wyrównać wynik spotkania. Te kilkadziesiąt sekund trwało wieczność. Każdy siedział jak na szpilkach wyczekując syreny kończącej mecz. W ataku, który zamknął Gattę dobrze odnalazł się Michał Szymczak. Przechwycił piłkę i posłał piłkę z własnej połowy do bramki rywala. Cała hala oszalała! Chwilę po strzale syrena zawyła i zakończyła spotkanie. trzy punkty zostają w Zduńskiej Woli. Dodatkowo mecz ten pozwolił oddalić FC Toruń na 4. punkty. Brawo drużyna!

Jeden, mały akapit chcemy też poświęcić kibicom. Dziękujemy wszystkim tym, którzy przybyli na piątkowe spotkanie. To niesamowite ilu Was przybyło by oglądać ten mecz. Dziękujemy także kibicom z Torunia za to, że wspólnie z naszym fanclubem dodali pikanterii na trybunach! Ukłon w waszą stronę!

Chcemy także poinformować o tym, że po meczu znalezione zostały dokumenty wraz z portfelem. Zgubę można odebrać w szkolnej portierni.

Copyright © 2017. Gatta Active Zduńska Wola