Mecz z Toruniem miał być meczem o wszystko. Tak w zapowiedzi mówili zawodnicy Gatty. Nie mylili się. Ostatni mecz przy Złotej dostarczył wszystkim wielu emocji.

Pierwsze czwórki sygnowane przez trenerów były niesamowicie nabuzowane energią. Pierwsze wymiany ciosów odbywały się bez udziału bramkarzy. W czwartej minucie Adam Miłosiński wybronił jeden ze strzałów Torunian, jednak przy dobitce Wojciechowskiego był bezradny. Piłkę próbował jeszcze wyłuskać z linii bramkowej Szymczak, jednak sędzia odgwizdał gola. Po tej bramce najlepsi zawodnicy pokazali charakter. Daniel Krawczyk, Michał Marciniak brali na siebie grę i pokazywali się, że chcą ten pojedynek wygrać. Kocury miały kilka sytuacji, po których Neagu mógł skapitulować. Jednak zawsze koniuszkiem buta, czy palca ratował swój zespół przed stratą bramki. Po kilku sytuacjach gospodarzy Toruń wyprowadził groźną kontrę i podwyższył swój wynik na 2:0. Po tym golu wróciliśmy do punktu wyjścia. Każdy chciał szarpnąć w swoją stronę, jednak bezskutecznie. Do przerwy Gatta schodziła do szatni z niekorzystnym wynikiem.

Druga połowa mogła rozpocząć się zimnym prysznicem. Jeden z zawodników celował na bramkę Gatty, piłka uderzyła w Adama Miłosińskiego, ale dalej toczyła się do bramki. Całe szczęście nasz golkiper poradził sobie i zatrzymał piłkę przed linią. W 23. minucie każdy śledzący spotkanie mógł poczuć grozę. Michał Marciniak był w trakcie przyjmowania krzyżowej piłki od swojego kolegi. Nicolae Neagu wszedł mu w paradę poza polem karnym. Oboje zderzyli się. Ani jeden ani drugi zawodnik nie wstawał z parkietu. Na całe szczęście nic nikomu się nie stało. Za przewinienie bramkarz FC Toruń zapłacił żółtą kartką. Gatta dalej próbowała. Dalej chcieli udowodnić swoją wyższość. Neagu kilkukrotnie musiał odpierać strzały Krawczyka czy to Marciniaka. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Mikołajewicz, w jednej z akcji, w prosty sposób minął Szymczaka i wyszedł sam na sam z Miłosińskim. Ten pojedynek wygrał najlepszy strzelec ligi i na tablicy świetlnej widniał wynik 3:0. Przy tak niekorzystnym wyniku wprowadzono lotnego bramkarza. Próba zamknięcia Torunia w hokejowym zamku wychodziła udanie. Kąsali przeciwników aż do momentu, kiedy to Daniel Krawczyk nie wsadził piłki do bramki. Toruń starał się szybko odpowiedzieć, ale nie mieli żadnej klarownej sytuacji, a Gatta dalej próbowała stworzyć przewagę lotnym bramkarzem. Ataki kończyły się pod nogami obrońców lub na bramkarzu. W ostatniej sytuacji meczu Michał Wojciechowski wyłuskał piłkę i posłał ją do bramki Miłosińskiego. Ten gol zakończył rywalizację na parkiecie. Przez osiem miesięcy Kocury przy Złotej zalewały nas szczęściem dając mnóstwo bramek i zwycięstw. Dzisiejszy mecz to łyżka dziegciu. Gatta ma czas żeby otrząsnąć się i zagrać jeszcze dwa wspaniałe mecze.

Gatta Active Zduńska Wola – FC Toruń 1:4
Michał Wojciechowski 0-1 4:03
Krzysztof Elsner 0-2 16:23
Marcin Mikołajewicz 0-3 26:06
Daniel Krawczyk 1-3 35:04
Michał Wojciechowski 1-4 40:00

 

Copyright © 2017. Gatta Active Zduńska Wola