W piątek o godzinie 18:30 Rekord wraz z Gattą rozpoczęli 27. kolejkę Futsal Ekstraklasy. Mecz dla Rekordu był już o nic, ponieważ kilka kolejek wcześniej zapewnili sobie mistrzostwo Polski. Gatta natomiast potrzebowała przynajmniej remisu, żeby być pewna srebrnego medalu.

Spotkanie z Rekordem zaczęło się tak jak każde spotkanie takiej rangi. Zawodnicy starali się wyczuć swojego rywala. Był to bardzo inteligentny futsal. Rekord w przeciągu trzech minut, dwukrotnie starał się zagrozić Słowińskiemu, jednak nic z tego. W czwartej minucie hala Rekordu zawrzała z radości. Paweł Budniak strzałem z dystansu zaskoczył naszego bramkarza. Rekord już na początku spotkania zrobił sobie różnicę w bramkach. Gatta nie mogła odpowiedzieć żadną akcją z gry. Dlatego za sprawą silnych strzałów Mariusza Milewskiego chcieli przełamać defensywę Rekordu. Chwilę później Mariusz Milewski znów próbował zaskoczyć Nawrata, ale bezskutecznie. Niewykorzystana sytuacja popularnego Milesa spowodowała wznowienie gry przez bramkarza i atak Rekordu. Jak się okazało był to kolejny sprawny atak bielszczan. Objęli dwubramkowe prowadzenie. W 9. minucie Szypczyński próbował strzałem z dużego palca pokonać Nawrata. Rekord przy kolejnej okazji znów wypunktował bezsilność Gatty. Po koronkowej akcji Michał Marek wykończył sytuację strzałem trafiając do bramki. Gatta nie zwykła się poddawać. W 12. minucie Daniel Krawczyk trafił swoim strzałem tylko w boczną siatkę. Niespełna 20. sekund później Marciniak uderzał na bramkę po akcji z Krawczykiem, ale Nawrat jak natchniony wybronił kolejną piłkę. Po 13. minutach coś ruszyło w grze Gatty. Zaczęli częściej atakować bramkę Rekordu. Naprawdę w kilku sytuacjach piłka minęła bramkę o centymetry. Co się odwlecze to nie uciecze. Mariusz Milewski pokonał Nawrata! Ta bramka dała w pierwszej połowie nadzieję, że będzie lepiej. Przed przerwą złudzenia na lepszą połowę mógł zabrać Marek z Kubikiem, ale Dariusz Słowiński dał popis swoich umiejętności i obronił sytuacje sam na sam. W ostatnich sekundach próbował jeszcze Bondar, ale na niewiele się to zdało .

Druga połowa rozpoczęła się podobnie do pierwszej. Spokojna gra, w środku parkietu. Dopiero minutę później Arkadiusz Szypczyński postraszył Michała Kałużę, który zmienił Nawrata. Minutę po Szypczyńskim próbował Krawczyk, jednak też bez oczekiwanego skutku. Po pięciu minutach na tablicy wyników widniał wynik 2:3. Olczak do spółki z Szypczyńskim pokonali Kałużę. Wykorzystali niezwykłe zamieszanie i umieścili piłkę w siatce. Rekord od razu rzucił się do ataku, aby utrzymać dwubramkowe prowadzenie, ale strzały Popławskiego i Budniaka kończyły się poza światłem bramki. Świetną okazję mieli jeszcze po stałym fragmencie gry, jednak Dariusz Słowiński pokazał, kto tu rządzi. Gra niesamowicie się otworzyła. Akcja szła jedną i w drugą stronę. Każdy miał swoje szanse, ale golkiperzy stali na posterunku. Na dziewięć minut przed końcem dalej utrzymywał się kontaktowy wynik. Tak jak Gatta w końcówce pierwszej połowy się przebudziła, tak Rekord w końcówce spotkania grał bardzo ofensywnie. Defensywa Gatty, dwoiła się i troiła, by nie dopuścić do większej straty. Najgroźniejszą sytuację miał w 35. minucie Michał Kubik. W indywidualnej akcji przestrzelił obok długiego słupka. W 36. minucie Marcin Stanisławski poprosił o czas. Wszystko po to, aby wprowadzić lotnego bramkarza i przekazać kilka uwag taktycznych. Gra z lotnym bramkarzem dawała nam długie utrzymywanie się przy piłce. W międzyczasie Rekord zgromadził na swoim koncie pięć fauli. Próby przebicia muru gości były kąśliwe, ale nic z tego. Wynik do końca spotkania nie uległ zmianie.

Dopiero w sobotni wieczór wyjaśni się, jaki medal powędruje do Zduńskiej Woli. Piast Gliwice o godzinie 18 będzie podejmował na swojej hali FC Toruń.

Rekord Bielsko-Biała – Gatta Active Zduńska Wola 3:2
Paweł Budniak 1-0 3:46
Łukasz Biel 2-0 7:17
Michał Marek 3-0 9:52
Mariusz Milewski 3-1 14:43
Arkadiusz Szypczyński 3-2 25:11

Copyright © 2017. Gatta Active Zduńska Wola