Kolejnym zawodnikiem, którego wzięliśmy pod lupę to Mariusz Milewski. Podobnie jak Igor Sobalczyk odpowiedział na pytania dotyczące zakończonego sezonu. Nakreślił on także swoje plany na zawodową przyszłość.

Sezon się niedawno skończył. Jaki on był dla Ciebie?
Myślę, że to chyba był najcięższy sezon, jaki grałem w futsalu. Tak mi się wydaję. Bardzo ciężki i długi. Tak naprawdę w tym sezonie fizycznie się bardzo męczyłem, ale dałem radę. Także cieszę się, że z pomocą kolegów dałem radę ten sezon dograć. Byłem zdrowy, choć były momenty, że troszkę się męczyłem z urazem, ale tak jak mówię. Dałem radę. Zagrałem w prawie wszystkich meczach. Tylko w jednym nie wystąpiłem.

Ile sezonów w Futsal Ekstraklasie rozegrałeś?
Chyba dwanaście. W Gattcie siedem, w Hurtapie chyba cztery…. Ale z tego, co pamiętam było ich dwanaście.

To był najbardziej nerwowy sezon, jaki przeżyłeś?
To był medal, który było najciężej zdobyć. Tak mi się wydaję. Mieliśmy momenty lepsze, gorsze i tak naprawdę końcówka tego sezonu, mimo tego, że na pięć meczów trzy wygraliśmy to mogliśmy być bez medalu. Pod tym względem to był najcięższy sezon. Tak jak mówił Marcin [Stanisławski], tak jak rozmawialiśmy po zdobyciu medalu. Traktujemy go tak jakbyśmy zdobyli złoto. Rekord w tym sezonie był poza zasięgiem, więc traktujemy ten medal jak złoty.

Czyli to wicemistrzostwo smakuje lepiej niż to zdobyte w ubiegłych rozgrywkach?
Zdecydowanie! Wzeszłym sezonie tak naprawdę przegraliśmy mistrzostwo Polski. Więc rozpatrywaliśmy tamten mecz w kategoriach niezdobycia wicemistrzostwa, ale przegrania mistrzostwa. Dlatego to smakowało jak smakowało. W tym sezonie tak naprawdę zdobyliśmy wicemistrzostwo, ale mogliśmy skończyć sezon na trzecim miejscu. To było już niezależne od nas. Dlatego ten medal smakuje lepiej niż ten przed rokiem.

Co Twoim zdaniem wychodziło najlepiej? Co w tym sezonie było perfekcyjne?
Myślę, że nie da się zagrać perfekcyjnego całego sezonu. Były momenty lepsze i gorsze. Na pewno forma Daniela w tym sezonie nam dużo pomogła, nie oszukujmy się. Daniel zagrał jeden z lepszych sezonów na przestrzeni ostatnich lat. Strzelił bardzo dużo bramek, które nam bardzo dużo pomogły. Grał tak naprawdę bardzo dobrze. Zresztą ta pierwsza czwórka, ta nasza etatowa, dopóki Marcin [Stanisławski] w niej grał to ciągnęła ten wózek w pierwszej rundzie. W drugiej rundzie zaczęły się problemy. Michał Szymczak nie trenował, więc ta jego forma było niestety troszkę słabsza. Ale na szczęście ta nasza druga czwórka z tymi młodymi chłopakami w końcu się zazębiła. Zaczęliśmy grać naprawdę fajnie i śmiem twierdzić, że na koniec to my już ciągnęliśmy ten wózek, a nie pierwsza czwórka.

Co Twoim zdaniem spowodowało, że w rundzie rewanżowej ta druga czwórka odpaliła?
Myślę, że chłopaki w końcu uwierzyli w siebie. Nie ukrywam, że duży wpływ na to miało przyjście Maksa do nas. Wprowadził on taki spokój. Wcześniej było tak, że tak naprawdę grałem ja, Igor, Aruś i Mati. I chyba takiego spokoju nie dawaliśmy jak był później Maksiu. I to chyba im pomogło. Uwierzyli w siebie, złapali troszeczkę takiego luzu i dzięki temu dużo rzeczy wychodziło. Na pewno to też miało wpływ. Druga rzecz to myślę, że przygotowanie fizyczne. Jednak jest to podstawowe, jeśli chodzi o grę w futsal. My żeśmy trochę inaczej pracowali niż pierwsza czwórka. Mieliśmy jakiś tam swój cykl, który sobie ustaliliśmy tych dodatkowych treningów. I to się chyba później odbiło, że nasza forma była troszeczkę bardziej ustabilizowana.

Jako jednego z nielicznych omijały Cię kontuzje. Jest jakiś sekret w tym, że potrafisz tak cały sezon przegrać?
Omijały mnie, nie pauzowałem z powodu kontuzji. Ja swoje jakieś urazy sprzed lat mam cały czas, z którymi się borykam i które blokują w niektórych momentach moją grę. Ale rzeczywiście, ten sezon przegrałem tak naprawdę cały i nic mnie nie wykluczyło z gry. Sekret? Ja staram się dbać o siebie. Nie piję alkoholu prawie w ogóle, nie palę papierosów. Więc tak staram się dbać o siebie. Tym bardziej, że jestem najstarszym zawodnikiem w tym zespole, więc mi też jest ciężko w niektórych momentach fizycznie nadgonić, ale jeszcze daję rade i to mnie cieszy. Dopóki daję radę to wiem, że jeszcze mogę grać. Jak zobaczę, że będę odstawał to pewnie powiem sobie, że wystarczy.

Futsal Ekstraklasa zmienia się praktycznie z każdym sezonem, ale Twój atomowy strzał nadal w cenie, prawda?
No tak. Prawda jest taka, że od wielu wielu lat słynę z tego uderzenia i cieszy, że jeszcze znajdują się bramkarze, którzy te strzały wpuszczają. To mnie cieszy, czuję się wtedy potrzebny w zespole.

Co sezon średnio około 10 bramek…
Myślę, że ta średnia jest gdzieś około dwunastu, więc średnią sobie trzymam. Wiadomo, że z roku na rok jest coraz ciężej, bo mnie też wszyscy znają i część bramkarzy wie jak uderzam. Dlatego też nie ma wielu bramek, które powinienem strzelić z przedłużonych rzutów karnych. Już przestałem strzelać, bo w sezonie miałem ich naprawdę dużo, a strzeliłem bodajże tylko jednego. Dorobek bramkowy mógł być jeszcze większy, ale tak jak mówię. Wielu bramkarzy już mnie zna od tylu lat, że mniej więcej wiedzą jak ja strzelam. A tego nie da się zmienić tak łatwo żeby nagle strzelać inaczej. Dlatego doszedłem do wniosku, że nie będę strzelał przedłużanych rzutów karnych. Niech strzelają młodsi, których jeszcze tak nie znają, którzy mają jeszcze tę fantazję w strzale i wtedy to może przełoży się na więcej bramek zdobytych przez zespół, bo to jest najważniejsze To czy ja strzelę dziesięć czy piętnaście bramek to nie ma znaczenia, bo fajnie jak też strzela ktoś inny.

Powiedziałeś, że rozegrałeś dwanaście sezonów w Futsal Ekstraklasie. Starasz się przełożyć swoje doświadczenie na kolegów?
Tak. Nie ukrywam, że staram się bardzo dużo rozmawiać z chłopakami. Głównie z mojej czwórki, bo to są moi chłopcy. I nie ukrywam, że to doświadczenie staram się im przekazywać, wspierać ich. Myślę, że w miarę fajnie mi to wychodzi. W połączeniu z Marcinem, który też poświęcił bardzo dużo czasu naszej czwórce, to później był tego efekt. Zaczęliśmy grać lepiej, mieliśmy więcej pomysłu na grę, więcej stałych fragmentów, które tak właściwie Marcin wklepał nam do głowy. Nie da się ukryć, że jego rola w grze chłopaków jest bardzo duża. Ja oczywiście wspieram ich mentalnie na tyle ile jestem w stanie, ale Marcin też tę robotę robi, której tak naprawdę nie musi robić. Jemu też bardzo zależy na tym, żeby to funkcjonowało. Jestem pełen optymizmu przed następnym sezonem. Zobaczymy jak będzie. Czy jakieś wzmocnienia będą. Zapowiada się ciekawie.

Skoro lubisz z nimi rozmawiać, przekładać wiedzę na młodszych to myślisz o późniejszej karierze trenera?
Zdecydowanie tak. Ja już wielokrotnie mówiłem, że swoją przyszłość chcę wiązać, jak tylko przestanę grać, z trenowaniem zawodników. Moim priorytetem jest trenowanie dzieci, bo w tym się czuję najlepiej, bo to już robię tak naprawdę we Warszawie od paru lat. Z tym wiążę swoją przyszłość. Nie mam pociągu do tego żeby być trenerem w seniorach, ale zobaczymy. Nie ukrywam, że propozycje mam już teraz, żeby być trenerem w seniorach. Ale odwlekam to. Wolę pracować z dziećmi. Mam coś tam do przekazania, swoje doświadczenie czy umiejętności piłkarskie, które posiadam. Chcę nauczyć dzieci żeby w tę piłkę grały. Na razie mi się udaje. Te dzieciaki są zadowolone. Rodzice mnie bardzo chwalą. To też jest bardzo ważne. Także wiążę z tym jak najbardziej przyszłość.

Co jest lepszego w pracy z dziećmi?
Jak zaczynasz pracę z takimi małymi dziećmi, które mają pięć lat, które nie potrafią tak naprawdę kopnąć piłki. Jak przychodzą na trening to kopią z czuba i to jest dla nich takie naturalne. Po roku, dwóch latach pracy z takimi dziećmi przychodzisz na trening i widzisz, że potrafi zagrać passem, potrafi kopnąć piłkę z prostego podbicia, bierze piłkę i potrafi dryblować to serce się cieszy. To, co ten chłopiec zrobił to ty go tego nauczyłeś. W seniorach tak naprawdę nie jesteś w stanie nauczyć ich grać w piłkę. Jeżeli przyjdzie Ci ktoś, kto nie umie grać w piłkę, bo ktoś go nie nauczył jak był mały to już go nie nauczysz. Dlatego tę satysfakcję mam większą widząc jak się rozwijają dzieci niż z seniorów. W seniorach, jeśli chodzi o futsal to podstawa to taktyka. Uczysz się schematów. Nie ma takiej przyjemności powiem szczerze. Większą przyjemnością, przynajmniej dla mnie jest jak widzę rozwój dzieci. Mam syna, który ma dziesięć lat i zacząłem tę przygodę z trenerką tak naprawdę od niego. Pierwsze treningi, jakie zacząłem robić to właśnie jemu. Jak zaczął się rozwijać, robić postępy to mnie też to oko cieszy. Bo może kiedyś będzie tak, że usiądę przed telewizorem tak jak dzisiaj. Będzie mecz Polska – Chile, usiądę przed telewizorem za dziesięć lat i sobie zobaczę jak mój syn gra. Wtedy będę bardzo szczęśliwy, bo to jest takie moje marzenie. Kiedyś miałem marzenie, żebym ja zagrał w reprezentacji Polski, tej jedenastoosobowej, albo w Ekstraklasie. Nie udało mi się. Teraz mam takie marzenie, żeby zrobił to mój syn. Mam nadzieję, że to się spełni i też dzięki temu, że ja go wspieram, ja od małego go uczę jak być człowiekiem, ale też i piłkarzem.

Czyli po karierze zawodnika, na pewno zobaczymy Mariusza Milewskiego na ławce trenerskiej?
Na pewno. Na pewno będę dalej związany z piłką. Z futsalem myślę, że też. Ale na pewno wiąże z tym przyszłość. Na pewno będą to grupy młodzieżowe, a kto wie. Może za parę lat dojrzeję do tego. Wiadomo, że większe pieniądze zarabia się pracując z seniorami niż z dziećmi. Jest to normalne. Na pewno zostanę przy piłce, bo to chcę robić. Z resztą przykład Marcina Stanisławskiego pokazuje, że można działać, mieć fajne wyniki mimo młodego wieku. Więc ja też uważam, że jakieś doświadczenie już mam. Też pewnych rzeczy uczę się od Marcina, bo on doświadczenie trenerskie ma dużo większe ode mnie. Od wielu wielu lat się przyjaźnimy. Bardzo dużo z nim rozmawiam i uczę się też od niego, nie ukrywam. On ma dużo sukcesów, nawet teraz z reprezentacją beach soccera. Ja też się z tego bardzo cieszę, bo jego sukces to jest też dla mnie duży sukces, że on coś osiąga. Fajnie jest się pochwalić taką znajomością.

Copyright © 2017. Gatta Active Zduńska Wola