Przesunięte na koniec rundy, zaległe spotkanie z III kolejki dało Kocurom wiele sił, bo po serii niepowodzeń udowodnili przede wszystkim sobie, że są silną drużyną.

Spotkanie z Rekordem zawsze zapowiada wielkie emocje. Od samego początku było wiele walki na parkiecie. Nikt nie chciał przejść obok meczu. Mistrz Polski przez w pierwsze osiem minut nie dał Gattcie się rozwinąć. Rekord stwarzał sobie przewagę, ale większość piłek lądowało poza światłem bramki. Drużyna Gatty grała wyśmienicie w defensywie. Po obu stronach szybko pojawiło się wiele fauli. W większość z nich zamieszany był Artur Popławski. Defensor Rekordu albo faulował, albo był faulowany. Na pochwałę zasługuję druga czwórka. Nie rozpoczęli oni spotkania od początku, ale na tle Rekordu prezentowali się tak dobrze, że publika kilkukrotnie ochoczo ich nagrodziła brawami. W dwunastej minucie worek z bramkami rozwiązał Daniel Krawczyk. Najbardziej doświadczony snajper ze Zduńskiej Woli po indywidualnej akcji strzelił Nawrotowi między nogami. Pierwsza bramka dała ogromną ulgę, bo to przyjezdni z Bielska-Białej musieli gonić za wynikiem. Rekord grał cały czas swoim sposobem. Marek i jego koledzy cały czas nękali Szymczaka. Broniące się Kocury ograniczały się do kontrataków. Szypczyński poszedł w ślady swojego starszego kolegi. Indywidualną akcją dał radość wszystkim. Tuż przed polem karnym przetoczył piłkę pod podeszwą, po czym niesygnalizowanie uderzył piłkę. Okrzyki całej hali zachęcały graczy do dalszych prób ukłucia Rekordu. Poszli oni za ciosem, bo Rekord zaczął na to wszystko pozwalać. Michał Marciniak w jednej z nielicznych akcji dobił odbitą piłkę przez Nawrata i nie dał już szans bramkarzowi na drugą interwencje. Gra się otworzyła i widzieliśmy więcej pojedynków jeden na jeden. Michał Marek uwielbia takie sytuacje. Najpierw minął jednego z defensorów, a później nie dał szans Słowikowi. Markowi na zadany cios odpowiedział Krawczyk strzelając na 4:1. Krawiec w pierwszej połowie mógł zdobyć hattricka, ale nie pokonał Kałuży z przedłużonego rzutu karnego.

W drugiej połowie Rekord dalej mocno naciskał na defensywę gospodarzy. Jedyną sytuację przez cztery minuty miał Mateusz Olczak. Szypczyński dograł mu piłkę, ale Olczak będąc w pędzie nie sięgnął jej tak jak sobie to wymarzył. Mistrz Polski próbował nacierać i zmniejszyć dystans do gospodarzy. Naprawdę ciężko jest zliczyć, ile razy gracze Gatty ratowali się wślizgiem czy wybijali piłkę czubkiem buta. To jak zespół został przygotowany zasługuję na pochwałę. Kontrataki przynosiły niemierzalną w żadnej jednostce korzyść. W trzydziestej minucie Szypczyński wyprowadził kolejną kontrę i został sfaulowany przez Alexa Vianę. Brazylijczyk otrzymał drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną. Gra w przewadze zbyt długo nie trwała, bo Mariusz Milewski wstrzelił piłkę po długim rogu. Zasłonięty Kałuża niewiele mógł zrobić przy tak precyzyjnym strzale. Rekord po wznowieniu gry od razu wprowadził do gry lotnego bramkarza. W jego rolę wcielił się Paweł Budniak. Gra Rekordu w przewadze tak właściwie niewiele różniła się od tego, gdy grali z wycofanym bramkarzem. Akcje były kreowane, ale defensywa była jak monolit. Rekord grając w przewadze stracił piłkę, Maksym Pautiak jak na zabój biegł do piłki. Udało mu się ją dogonić tuż przed linią końcową i skierować piłkę do pustej bramki. Dopiero po sześciu minutach Rekord niestandardowym rozegraniem górną piłką strzelił drugą bramkę. Ostatnia bramka, jaka padła w tym meczu była w wykonaniu gości. Wykorzystali oni rozerwanie się szyków Gatty i pokonali Słowińskiego jak na treningu.

Gatta Active Zduńska Wola – Rekord Bielsko-Biała 6:3
1-0 Daniel Krawczyk 12′
2-0 Arkadiusz Szypczyński 13′
3-0 Michał Marciniak 16′
3-1 Michał Marek 17′
4-1 Daniel Krawczyk 19′
5-1 Mariusz Milewski 31′
6-1 Maksym Pautiak 37′
6-2 Michał Marek 37′
6-3 Paweł Budniak 40′

 

Copyright © 2017. Gatta Active Zduńska Wola