Pierwsze spotkanie półfinału Pucharu Polski okazało się być dla Gatty rozczarowaniem. Porażka 4:6 znacznie skomplikowała sprawy awansu do finału.

Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania zapytaliśmy Maksyma Pautiaka, o to czego można się spodziewać w pojedynku obu drużyn.

 

Spotkanie z Piastem od początku było pod dyktando Gatty. Raz po raz ofensywni gracze nękali Rozmusa, który kilkukrotnie ratował skórę Piastowi. Oczywiście Piast miał również kilka ofensywnych sytuacji, ale nie były one, aż takim zagrożeniem dla Ignacio Casillasa. Nękania przyniosły w końcu efekt. Mateusz Olczak, powracający po kontuzji złamania kości strzałkowej strzelił piłką do pustej bramki, którą wcześniej wyłożył mu Norbert Dregier. Olczak chyba nie mógł sobie lepiej wymarzyć wejścia z powrotem na parkiet. Chwilę później mogło być już 2:0, ale Marciniak mając przed sobą już tylko bramkarza strzelił piłkę w słupek, a jego dobitka była w jeszcze gorszym wykonaniu. Zamiast dobicia gości zobaczyliśmy ich bramkę wyrównującą. Przy remisie  gra, aż tak się nie kleiła. Żaden z bramkarzy nie musiał spektakularnie ratować swojego zespołu z opresji. Większość gry toczyło się w środku pola. Dopiero pod koniec spotkania gra nabrała rumieńców. Najpierw Sobalczyk uderzył w stronę Rozmusa. Na strzał Igora odpowiedział Franz podcinając piłkę nad Casillasem. Jego próba była również mało precyzyjna i futsalówka minęła bramkę. Na minutę przed końcem Gatta popełniła pięć fauli. Piast jeszcze mógł objąć prowadzenie, ale Casillas dwukrotnie uratował zespół. Jednak na sam koniec  nie popisał się przy strzale Marcina Grzywy.  Prowadzenie Piasta nie trwało nawet pięć sekund.  Mariusz Milewski przy wznowieniu gry uderzył na tyle precyzyjnie, że zaskoczył totalnie Rozmusa. Do przerwy remis 2:2

 

Drugą połowę Gatta rozpoczęła z wielkim animuszem. Byli o wiele bardziej mobilni niż ich rywale. Ten stan nie mógł trwać w nieskończoność i w końcu Piast zaczął przejmować powoli inicjatywę. Gliwiczanie przetrwali szarżę Gatty i dopięli swego strzelając na 3:2. Wynik ten jak najbardziej raczył Piasta, który przecież grał na wyjeździe. Kocury musiały zagrać jeszcze bardziej ofensywnie, bo wiedziały, że nie mogą czekać na decyzje rywali. Znów grali tak jak na początku spotkania. Wiele sytuacji, ale nic nie wpadało do bramki. Goście próbowali kontratakami, ale Słowiński  stawał na wysokości zadania. Gdy nie szło z akcji próbowano zagrać długą piłką na Dregiera. To się opłaciło, bo Norbert Dregier strzałem z głowy zaskoczył Rozmusa. Remis znów nie trwał długo. Najpierw Sergio Parra pokonał Słowińskiego, a później ten sam zawodnik asystował przy bramce Rafała Franza. Wynik zrobił się już trudny do odrobienia, ale Kocury nie myślały się poddawać. Postawiły już wszystko na jedną kartę  wprowadzając Milewskiego jako lotnego bramkarza. Nawet w przewadze Gatta nie mogła nic strzelić. Końcówka to znów zabójczy Piast. Sergio Parra kolejny raz pokonał Słowińskiego, tym razem strzałem z ostrego kąta. Ostateczny wynik to 3:6. Pod koniec kwietnia odbędzie się spotkanie rewanżowe.

Gatta Active Zduńska Wola – Piast Gliwice 3:6

Po spotkaniu przepytaliśmy Rafała Franza.

Copyright © 2017. Gatta Active Zduńska Wola