Tak jak zapowiadaliśmy, końcówka sezonu to jeszcze nie koniec emocji. Przez wiele minut oglądaliśmy zaciętą walkę obu drużyn, natomiast ostatnie sekundy spotkania to istne szaleństwo!

Wszystko rozpoczęło się niezbyt dobrze dla Gatty. Wielu mogło myśleć, że duży wpływ miały porażki odniesione w ostatnich tygodniach. Gatta grała zachowawczo to raz, a dwa pierwsza straciła bramkę. Pierwszy strzał Gatty można było odnotować dopiero w okolicach 6. minuty. Kiedy Kocury wytrwały oblężenie Rekordu, to same rozpoczęły kąsać Mistrzów Polski. Widzieliśmy tutaj Gattę w pełnej krasie. Ataki były znów dynamiczne. Najpierw Krawczyk do spółki ze Stanisławskim rozmontowali defensywę szybkim kontratakiem. Rekord miał swoją chwilę słabości. Takie momenty należy wykorzystywać. Marciniak miał swoją sytuację i ją wykorzystał. W krótkim okresie mogło skończyć się 3:1, ale Krawczyk mijając Nawrata wypchnął się blisko linii autowej i skrócił sobie kąt do oddania strzału, przez co piłka wylądowała na słupku. Otwarta gra z Rekordem to nic dobrego, przekonał się o tym chyba każdy w lidze. Tak samo było w przypadku Kocurów. Rekord wyprowadzał kontratak, Krawczyk zaspał w defensywie i w krótkiej chwili ciężar gry został przeniesiony na drugą stronę boiska. Tam już czekał Dudek, który strzałem na krótszy słupek pokonał  Słowińskiego. Pod koniec pierwszej części, Gatta znów więcej czasu spędzała na własnej połowie odpierając ataki. Przy jednej akcji, kiedy czekali na rozgrywanie piłki od tyłu, Bondar posłał krzyżową piłkę do Popławskiego, reprezentant kraju nie pomylił się wstrzeliwując z ostrego konta. Słowiński był bezradny. Do przerwy Kocury przegrywały 2:3

 

W drugiej połowie szybko przyszło wyrównanie. Po rozegraniu stałego fragmentu gry, Krawczyk znalazł się w dogodnej sytuacji, którą wykorzystał z zimną krwią. Szybkie wyrównanie to coś, co pozwolił Gattcie na złapanie nowej energii. Milewski w 26. minucie mógł strzelić na 4:3, ale nie sięgnął mocno wstrzeliwanej piłki przez Dregiera. Później już sam Dregier mógł pokonać Nawrata, ale Dudek skutecznie go zablokował. W drugiej połowie ujrzeliśmy Michała Marka na boisku, który robił spore zamieszanie. Im dłużej utrzymywał się remis, tym większa szansa, że jedna akcja mogła przesądzić o wyniku spotkania. Każda z drużyn miała mnóstwo okazji, ale zawodnicy albo kiksowali, albo bramkarze bronili tak, że ludzie nawet sami do końca nie wierzyli w ujrzane parady. Gdyby nie częste podwajanie Marka, to Mistrz Polski wygrałby to spotkanie. Z drugiej strony Krawczyk z Marciniakiem robili co mogliby, żeby przełamać serię meczów bez zwycięstwa. Na kilka sekund przed końcem mogło się wydawać, że padnie remis, który wcale nie byłby krzywdzący dla którejkolwiek z ekip, ale wtedy Marcin Stanisławski zachował zimną krew i wziął czas na 2,3. sekundy przed końcem spotkania. Decyzja zaskakująca, ale pokazująca, że ta drużyna zawsze chce wygrywać. Szybkie rozrysowanie taktyki na tablicy i piłkarze stawili się do boju. Szymczak dograł do Marciniaka, który był na przedpolu, piłka została lekko zablokowana prawdopodobnie przez Budniaka, ale nie na tyle, aby Marciniak nie mógł oddać strzału. Michał popisał się cudownym strzałem w samo okienko. To on przechylił szalę zwycięstwa na stronę Kocurów. Niesamowity przebieg meczu na pewno pozostanie w pamięci wszystkich kibiców!

Gatta Active Zduńska Wola – Rekord Bielsko-Biała
0-1 Oleksandr Bondar 1:12
1-1 Daniel Krawczyk 8:42
2-1 Michał Marciniak 10:59
2-2 Jan Dudek 15:50
3-2 Artur Popławski 18:54
3-3 Daniel Krawczyk 22:44
4-3 Michał Marciniak 39:59

 

 

Copyright © 2017. Gatta Active Zduńska Wola