Panująca na świecie i oczywiście w Polsce sytuacja związana z koronawirusem sparaliżowała funkcjonowanie świata na wielu płaszczyznach. Dotknęło to również świata sportu, a zawieszenie ligowych rozgrywek polskiego futsalu przedłużono do 26 kwietnia. W rozmowie z trenerem naszej drużyny – Marcinem Stanisławskim – poruszamy kwestie związane z funkcjonowaniem drużyny, a także tego jaki wpływ na zakończenie tego sezonu będzie miała epidemia.


Trenerze, jak odbiera Pan personalnie sytuację z koronawirusem? Łatwo przestawić się na częstsze przesiadywanie w domu?

Powiem szczerze, że na początku bagatelizowałem skalę tego problemu. Byłem jednym z tych wielkich optymistów, którzy porównywali tę chorobę do wielu innych i nie myślałem, że ona aż tak nas dotknie. Jak się okazało, byłem głupcem bez jakiejkolwiek wiedzy na ten temat. Teraz jestem przerażony tym co się dzieję na świecie, a przecież nikt z nas nie był przygotowany na tak drastyczne – ale jedyne możliwe do podjęcia decyzje w naszym kraju. Oczywiście siedzę w domu z całą rodziną, a wyjścia ograniczam tylko do indywidualnych treningów biegowych oraz najpotrzebniejszych zakupów, zachowując przy tym wszelkie środki ostrożności.

Czy kiedy graliście wyjazdowe spotkanie z AZS UŚ w Pucharze Polski to myśleliście już o tym, że to może być nawet ostatni mecz tego sezonu?

Tak, rozmawialiśmy nawet na ten temat przed meczem w szatni. Zakładaliśmy sobie bardzo ciężki tydzień poczynając od meczu z Rekordem, a skończywszy na arcyważnym dla nas spotkaniu z Clearexem, więc może gdzieś w podświadomości mielibyśmy w głowach że trzeba szachować siłami bo jednak liga jest najważniejsza. Natomiast już pierwsze decyzje, które były w tym dniu podejmowane przez nasz rząd mogły wskazywać na to, że czeka nas przerwa. Bardzo mocno się spięliśmy na mecz pucharowy i od samego początku do końca mieliśmy go pod kontrolą.

Jak teraz ma się zespół? Czy wszyscy zawodnicy drużyny są zdrowi?

Wszyscy są teraz w trudnym momencie, więc ciężko dziś myśleć o futsalu w obliczu tych wydarzeń, które nas otaczają. Oczywiście jesteśmy ze sobą w stałym kontakcie, komunikatory aż buzują od ciągłych wpisów, staramy się że tak nieładnie powiem „być pod prądem” wymieniając się przeróżnymi historiami z naszej codzienności. Na szczęście nikt nie zgłasza żadnych problemów zdrowotnych ze swojego otoczenia związanych z panującą epidemią.

A jak dyspozycja? Nie ma co mówić, to kolejna dłuższa przerwa. Macie indywidualny tok ćwiczeń?

Nazwijmy rzeczy po imieniu – w takiej sytuacji nikt nikogo nie będzie zmuszał do pracy indywidualnej, która wiąże się z wyjściem z domu. Przynajmniej my tak nie robimy i nie będziemy narażać zdrowia naszych zawodników. Łukasz Jendrychowski, czyli nasz trener od przygotowania motorycznego co kilka dni wysyła nam zestawy ćwiczeń do wykonania w warunkach domowych. Dajemy tym sposobem zawodnikom narzędzia, które mogą wykorzystać. To czy to zrobią to już ich indywidualna sprawa. Na pewno nie mamy zamiaru kogokolwiek sprawdzać, bo wierzę w to i taką też mamy umowę lojalnościową, że jak wrócimy do zajęć to z pewnym fundamentem przygotowania fizycznego. Staramy się nawzajem motywować, młodsi zawodnicy starszych i odwrotnie. Natomiast największą motywacją jest dla nas nasza pozycja w tabeli i przede wszystkim nasza forma od początku roku.

Wiadomo, że w domu każdy jest w stanie trenować tylko indywidualnie, tak więc podsyła Pan chłopakom jakieś materiały do analizy? Instruuje ich w jakiś sposób pod względem chociażby taktyki?

Nie. To nie jest czas na to, żeby zawodnicy teraz myśleli o taktyce i analizowali swoją grę, a w tle domowym słuchali o wielkiej tragedii ludzi. Ja oglądam teraz nasze wszystkie mecze od początku roku, a analizę robię dla siebie i przekaże swoje spostrzeżenia drużynie w odpowiednim momencie. W takim gdzie już ich głowy będą mogły być skupione też na futsalu. Przecież nawet jeśli wrócimy do gry to nie wyobrażam sobie, że z marszu będziemy grać. Będziemy mieć czas na to, żeby przypomnieć sobie nasze funkcjonowanie na boisku.

Co wie Pan na temat rozgrywek? Aktualnie ich zawieszenie przedłużono do 26 kwietnia, a czy Pana zdaniem to realny termin powrotu do gry?

Bardzo chciałbym, abyśmy dokończyli sezon. Nie wyobrażam sobie, że mógłby on być zakończony z aktualnym stanem tabeli czy inną decyzją. Nie chodzi mi o miejsce, które zajmujemy, bo ono uważam że jest dla nas bardzo dobrym wynikiem, ale o chęci czystej sportowej rywalizacji na boisku. Sytuacja dla wszystkich zespołów jest taka sama, każdy będzie musiał ją rozwiązać na swój sposób i nie powinno być żadnych wytłumaczeń. Nie mam zamiaru – jakbyśmy przykładowo skończyli ligę na 7 miejscu – szukać alibi w postaci zaistniałej sytuacji. Z drugiej strony martwię się czy jako kraj uporamy się z epidemią i czy w ogóle sport wróci do życia w najbliższych tygodniach czy nawet miesiącach.

Jeśli liga ma wrócić do gry po 26 kwietnia to czy drużyny będą miały wystarczająco dużo czasu, aby przygotować się do gry? Jeśli zaległe mecze byłyby rozgrywane w tygodniu to wiadomo, że zawodnicy byliby jeszcze bardziej wyeksploatowani. Z drugiej strony, gdyby przyszło Wam grać w czerwcowe popołudnie na hali to to również byłoby dużym wyzwaniem dla organizmu.

Nie potrafię teraz odpowiedzieć kiedy wrócimy do treningu, ani kiedy dostaniemy zgodę na wznowienie rozgrywek. Ciężko cokolwiek na dzień dzisiejszy gdybać. Natomiast my jako futsal mamy trochę łatwiej, gdyż zostało osiem kolejek ligowych i cztery terminy Pucharu Polski. Tak naprawdę – teraz sobie czysto teoretyzuje – z 12 terminów w najgorszym przypadku można zrobić… 5, bo przecież dwie kolejki można zagrać w jeden weekend sobota-niedziela (tak bardzo przecież ubolewamy nad tym że nie ma fazy play-off, a tam w przypadku rywalizacji 5-meczowej tak się rozgrywa mecze. Oczywiście tutaj doszłyby jeszcze kwestie dojazdów). Rozgrywki Pucharu Polski można byłoby rozegrać w formule Final Four. Od razu powiem, że oczywiście nie jestem zwolennikiem takiego pomysłu, ale na pewno tych rozwiązań mamy więcej niż piłka 11-osobowa. Zakładam, że ludzie mądrzejsi w tym temacie ode mnie, którzy zarządzają rozgrywkami mają swoje przemyślenia i plany podzielone na wiele wariantów. Nie widzę ze swojej strony, jako trenera czy zawodnika, problemu grać w czerwcu jeśli byłaby to ostateczność i jedyna słuszna droga. Nic nie zrobimy jednak jeśli jako kraj nie uporamy się z epidemią.

Szkoda Trenerze tego co zostało wypracowane w ostatnich tygodniach. Po dużym kryzysie w grudniu, gdzie spadliśmy na 6. miejsce w tabeli i mieliśmy siedem punktów straty do wicelidera, zespół zdecydowanie odżył. Od wyjazdu do Bielska-Białej nie przegraliśmy meczu oraz awansowaliśmy do półfinału Pucharu Polski. Z ośmiu kolejek które zostały do końca rozgrywek, aż pięć mamy do rozegrania we własnej hali, a to dla nas dobra pozycja wyjściowa do zdobycia medalu, prawda?

No szkoda, rzeczywiście. Niestety to nie gra komputerowa, gdzie kiedy zamkniemy komputer i zagramy za 3 tygodnie to wszystko będzie takie samo, bo zapisało się na dysku. Pracowaliśmy ciężko na te wyniki, radziliśmy sobie w trudnych sytuacjach takich jak częste i wymuszone pauzy poszczególnych zawodników. Weszliśmy na fajny pułap naszych możliwości. Na obecną sytuację nie mieliśmy żadnego wpływu, więc akceptujemy ją i wierzymy, że jeszcze dane nam będzie zagrać.

Z tego miejsca wszyscy serdecznie pozdrawiamy wszystkich kibiców, którzy z roku na rok są coraz bardziej z nami zżyci, a ich obecność na meczach jest dla nas kluczowa. Bardzo mocno jako zespół przeżyliśmy problemy zdrowotne Najlepszego Kibica w Polsce jakim jest Piotr Nowak i wierzymy, że niedługo wszyscy razem w zdrowiu spotkamy się na Złotej!

 

Copyright © 2017. Gatta Active Zduńska Wola